The Room

Po kilku dniach głębokich przemyśleń chciałem Wam oznajmić, z pełną świadomością swoich słów. „The Room” to jest film, który zdecydowanie należy obejrzeć. W bezpiecznych warunkach. Z najbliższymi, z jakimś alkoholem na złagodzenie. Polecam.

Plotki mówią prawdę, „The Room” to jest jeden z najgorszych filmów w historii. Ogląda się go przez łzy śmiechu. Ale jest to też jedno z najważniejszych dzieł współczesnej kinematografii. Otóż okazuje się, że ten film to imponująca reprezentacja kinematograficznego art brut, gatunku sztuki zwanego też przez niektórych outsider art. „The Room” to jest antyfilm. Widząc jakich narzędzi używa reżyser i scenarzysta, uczymy się jak nie powinno się kręcić filmu. Widząc jak zły jest ten film dostrzegamy, że tak naprawdę wiemy jak powinien wyglądać dobry film. „The Room” jest też dowodem na to, że system Hollywoodzki jest sztuczny i bardzo łatwy do obejścia, w końcu twórcom „The Room” się ten film udało nakręcić. „The Room” jest dowodem potęgi twórczości indywidualisty. Tommy Wiseau, tajemniczy miliarder, pochodzący z mojego miasta, jest postacią nieskończenie fascynującą. Człowiek z płynnie zmieniającym się akcentem, człowiek, który zdaje się rozumieć znaczenie poszczególnych słów, ale nie potrafi budować ich w sensowne zdania. The Room to w całości jego wizja. Lub jego brak wizji. I „The Room” nie pozostawia obojętnym. Po seansie czuć zmęczenie, zaniepokojenie ducha. Obejrzenie „The Room” to jest rytuał przejścia. W całym tym śmiechu i nieudacznictwie rysuje się też jednoznacznie ponury przekaz obrazu samotnego artysty, oszukiwanego przez wszystko i przez wszystkich. Samolubnego, niezrozumianego. Klasycznego artysty.

Wśród wielu fabularnych i scenariuszowych perełek mamy też w „The Room” prawdopodobnie najbardziej rozsądną postać w historii kina, z najbardziej szokującym nierozwiązanym wątkiem fabularnym: panią Claudette.

Chwile bycia fanem

brody3Jest późna wiosna 2015 roku. Siedzę sobie spokojnie przy piwie z grupą znajomych, jak zwykły człowiek. Nagle w telefonie dostrzegam powiadomienie o  smsie. Zrządzeniem losu dokładnie w  tym samym czasie po drugiej stronie globu, na wielkiej imprezie dla fanów, a  także w  internecie, zostaje wyświetlony drugi zwiastun nowych Gwiezdnych wojen. Epizod VII, Przebudzenie Mocy. Zakładam słuchawki, włączam wideo….i nie mogę ukryć entuzjazmu. Ta muzyka, ten montaż…a w finale na ekranie pojawia się postać, którą znam od wielu lat. Bohater, którego już nigdy nie spodziewałem się zobaczyć na wielkim ekranie. „Chewie, jesteśmy w domu” – mówi Han Solo, a ja już nie mogę się pozbierać. Nie można wrócić do banalnych rozmów przy piwie po takim ładunku emocjonalnym. Nigdy nie zapomnę tego seansu. Parę miesięcy wcześniej….

Ciąg dalszy, czyli pełną wersję felietonu o chwilach bycia fanem Star Wars, można sobie przeczytać w 3. numerze magazynu „Brody z Kosmosu”. Polecam!

Podstawy w dyskusji

Dawno się na nic nie rozsierdziłem, więc może spróbuję.

Żyjemy w dziwnych czasach. Nawet w Polsce. Staram się ograniczać obserwację polskich mediów, bo szkoda mi na nie czasu i uwagi, ale z nudów i ciekawości zauważam, że coraz częściej ostatnio krzyczy się na temat wolności, tolerancji, granic dobrego smaku, tego co komu wolno, a czego nie. Do głosu dochodzą chętnie tradycjonaliści, konserwatyści, biskupi, oraz równie skrajni lewacy, geje i feminiści. W sumie jest o czym rozmawiać, bo nie tylko w mediach, ale na codziennej ulicy widać, że tematyka mniejszości, równości i wolności nie została jeszcze przez Polaków całkowicie rozstrzygnięta. Zwykli ludzie też gryzą się w sprawach gejów, sztucznego zapłodnienia, eutanazji, aborcji. Nie z powodu szukania tematów zastępczych, ale z potrzeby zrozumienia jakoś sensu tego co tu, w sensie życiowym, robimy. Ludzie powszechnie boją się obcości i inności, murzynów, (nerdów), transów, fanatyków, gejów (choć nie mają nic przeciw lesbijkom). Wierzący i niewierzący obrzucają się nawzajem wyzwiskami i wszyscy jednakowo czują się wykluczani i dyskryminowani.

I jeszcze są rajstopy męskie, dyskusja dołączona do wiadomości na poczytnej Gazetcie.pl. Nie chce mi się szukać, bo tamtajesze źródła znikają i rzadko są godne, w każdym razie anegdotycznie wystarczy Wam wiedzieć, że był jakiś wynalazca, będący promotorem rajstop męskich, a krótki artykuł na ten temat wywołał falę kontrowersyjnej dyskusji na ten temat męskości. Jedna z komentatorek oskarżyła nawet, że takie rajstopy wpisują się w rzekomy trend „promowania społeczeństwa bezpłciowego, tzw. Gender”. Ach. Ach, ach. Jak widzę, że ktoś pisze o „ideologii Gender”, to mam ochotę mu jebnąć. (W internecie. Dzięki cudownej technologii internetowej można delektować się takim złowrogim uczuciem, bo do żadnego działania nigdy nie dojdzie.) Nierozumienie słowa gender mnie nad wyraz irytuje. Gender to nie ideologia. Gender to nie jest filozofia. Gender kolejna próba odróżniania natury od kultury. Tylko tyle i aż tyle. Próby negowania tego pojęcia są równoznaczne z zachęcaniem do poniżania kobiet, powrotu do społeczeństwa feudalnego i niewolnictwa. Na co generalnie nie wolno się zgadzać.

Ale wracając do wrogości. Zacietrzewiają się gorączkowo obrońcy małżeństwa, paradoksalnie walcząc z tymi, którzy by taki stan sobie cenili, tyle, że we własnej płci. Zwolennicy wolności irytują się na posiadaczy poglądów kontrowersyjnych, więc pewnych rzeczy chcą im zabraniać. Obrońcy zarodków zaskakująco często nie mają nic przeciwko zabijaniu więźniów. A korporacje to ludzie.

Oczywiście jako nerd nie zabierający zdania na takie tematy nie chcę w tej chwili walczyć zdecydowanie po żadnej ze stron. Choć prywatnie miewam zdanie na te różne tematy. Mówiąc krótko uważam, że każdy orze jak może (jak mawiał Jango Fett). Nie ma co z resztą ukrywać, żaden z tych problemów nie jest prosty. (I żaden mnie wprost nie dotyczy.)

Zamiast tego chciałem przypomnieć tylko jedną rzecz, która powinna być często przypominaną podstawą w dyskusji. A to rzecz o której zapominają chętnie tradycjonaliści. Świat się zmienia. Ale wbrew pozorom świat wcale nie zmienia się tak szybko.

  • Nie minęło 50 lat odkąd na terenie Kanady (1969) legalna jest seksualna działalność (sama działalność) dla par o tej samej płci. W zgniłym moralnie USA ostatnie prawa delegalizujące tego typu zachowania obowiązywały jeszcze w tym wieku.
  • Nie minęło nawet 100 lat odkąd kobiety mogły zabierać głos w sprawach publicznych: dla perspektywy najpierw rozpowszechniły się zasilane prądem edisonowskie żarówki, a dopiero potem prawne równouprawnienie płci!
  • Istnieją plemiona, w których standardem jest spanie na stojąco, albo w kucki. Co oznacza, że nie istnieje ludzki „naturalny” sposób spania.
  • Minęło zaledwie 37 lat od zniesienia kategorycznej prohibicji…pinballi

Biały mężczyzna w średnim wieku przestał być podstawową jednostką w społeczeństwie. Tego zablokować się nie da. Lawina ruszyła i jakoś sobie wszyscy będą musieli z tym poradzić.

Tak tylko chciałem przypomnieć, pewną perspektywę.

Lets plej

Mniej więcej jesienią 2001 roku po raz pierwszy w życiu zagrałem chwilę na Playstation 2. Demo MGS 2 zrobiło na mnie wtedy kolosalne wrażenie, ale sama konsola jeszcze większe. Praktycznie natychmiast stwierdziłem, że to nie może być mój ostatni raz z taką konsolą, że taki gadżet to naprawdę fajna sprawa.

Mijały dni. Mijały miesiące. Dużo miesięcy.

Wtem! Połowa roku 2013.

Plejstejszyn

Jak widać jestem żenująco cierpliwy. :]

Pora dowiedzieć się o co tyle szumu z tym „Uncharted”. A już we wrześniu GTA V. 😀

Kropla w możu

Wygóglałem się. Każdy to przecież czasem robi. Tylko w obrębie wielkopolskim znaleźć można co najmniej siedmiu Bartoszy Burzyńskich. Fizjoterapeuta, urbanista, sprzedawca, przewoźnik, dwóch studentów. No i ja. Na cały kraj skala odpowiednio rośnie, a jest przecież aktor, piłkarz, profesor i dziesiątki zwykłych zjadaczy chleba. Serdecznie ich z tego miejsca pozdrawiam.

Żeby nie było. Burzoli też jest kilku. Muszą mnie szczerze nie lubić, bo przejąłem większość „burzolowego” internetu, aliasy w większości ważnych serwisów, niestety oprócz fotki.pl. W dodatku moja działalność bastionowa przyciąga ranking Googla, dzięki czemu pierwsze wyniki mówią też głównie o mnie, a ze zdjęć jest głównie fandomowa nerdowska zabawa (a już nie ma tam kompromitujących!). Burzoli również pozdrawiam.

Bardzo łatwo jest powiedzieć „jesteś kroplą w morzu”, wyświechtane nieco powiedzenie. Może ono oddawać na przykład 7 miliardów ludzi żyjących na Ziemi. Tylko ta liczba nie trafi to większości osób, bo zwyczajnie nie da się jej zrozumieć, ocenić siebie w miliardowej skali. Ale jeżeli patrzeć w skali niewielkiego kraju jest już łatwiej. Albo jeszcze lepiej w skali miasta, w którym jest aż kilku ludzi noszących Twoje imię i nazwisko. W dodatku żadnego z nich w życiu jeszcze nie spotkałeś, nie zdarzyło się, żeby ludzie myśleli o Tobie pod kątem znania jakiegoś innego Jana Kowalskiego. (Choć zdarza się, byłem na jednej imprezie gdzie spotkały się Joanny o tym samym nazwisku). Wychodzi na to, że jednak jesteś ludzką kroplą w morzu tłumu.

PS. Albo w „możu”, bo tak zabawniej.