Po co te występy

Jak można dojrzeć w moich ostatnich podsumowaniach roku, dość częstym elementem mojego życia w ostatnich miesiącach stało się występowanie z ukulele. Trudno powiedzieć jak to się stało. I trochę trudno mi wytłumaczyć, dlaczego to robię. Szybkie wyjaśnienie jest takie, że się od tego uzależniłem. Sam dość często wątpię we własne umiejętności, w swoją merytoryczną wartość sceniczną, i w ogóle, jak śpiewał poeta„czy nie piękniej robi to ptak i czy w ogóle jest sens wykonywać pieśń”. Również dlatego swoje występy nazywam „wydarzeniem muzycznym”, albo „projektem muzycznym”, bo koncerty powinni wykonywać jedynie prawdziwi muzycy. Ja nie chcę mierzyć wysoko, chcę podczas grania na ukulele poczuć się jak na wakacjach, przy ognisku. Albo na późnej imprezie, gdy ktoś wyciąga gitarę. Z tych kilku występów wypracowało się już u mnie uzależnienie, po pierwsze od samego instrumentu, ale też od wyjścia na środek i opowiadania innym o sobie i o instrumencie, który lubię. Jakaś siła, od moich 28 urodzin, każe mi wystawiać się na widok publiczny, i snuć melancholię, albo komedię, a najlepiej jedno i drugie, wspierane w brzdąkanie na amerykańsko-hawajskim instrumencie. Nie jestem jedyny. Kto nie złapał nigdy bakcyla publicznych wystąpień, ten nie zrozumie nigdy dlaczego tak wielu komików na Zachodzie, a ostatnio też u nas, wychodzi na scenę i robi z siebie głupka przez 5 minut, byle tylko parę osób się zaśmiało. Po części chodzi właśnie o tą podnietę, czujesz radość z tego, że coś się wykonało. Spektakl się zakończył i przeżyłeś. 

Będąc w Bukownie Światowym Dniu Ukulele 2016 odkryłem w sobie jednak jeszcze inną potrzebę. Na tegorocznym zjeździe Polish Ukulele zostałem zaproszony do występu na głównej scenie jako pierwszy wykonawca, żeby rozgrzać/znudzić publiczność przed występem prawdziwych gwiazd. Tuż przed wyjściem na scenę zacząłem się denerwować, co jest dla mnie miłym uczuciem, uzależniłem się też od tej pozytywnej tremy przed występami publicznymi. W pewnym momencie, pośród dowcipnych żartów i głupich uwag wymienianych z innymi wykonawcami, nerwy zaczęły mi nawet trochę przeszkadzać. A potem mi się przypomniało co mam robić, i że jest piosenka, „I’ll See You In My Dreams”, którą sam przetłumaczyłem na polski, i że ja tą piosenkę uwielbiam, że nawet podoba mi się moje jej tłumaczenie, i że ja muszę im tę piosenkę zaśpiewać.

No i zaśpiewałem („Spotkamy się we śnie” od 13 minuty).

Dodaj komentarz