Chwile bycia fanem

brody3Jest późna wiosna 2015 roku. Siedzę sobie spokojnie przy piwie z grupą znajomych, jak zwykły człowiek. Nagle w telefonie dostrzegam powiadomienie o  smsie. Zrządzeniem losu dokładnie w  tym samym czasie po drugiej stronie globu, na wielkiej imprezie dla fanów, a  także w  internecie, zostaje wyświetlony drugi zwiastun nowych Gwiezdnych wojen. Epizod VII, Przebudzenie Mocy. Zakładam słuchawki, włączam wideo….i nie mogę ukryć entuzjazmu. Ta muzyka, ten montaż…a w finale na ekranie pojawia się postać, którą znam od wielu lat. Bohater, którego już nigdy nie spodziewałem się zobaczyć na wielkim ekranie. „Chewie, jesteśmy w domu” – mówi Han Solo, a ja już nie mogę się pozbierać. Nie można wrócić do banalnych rozmów przy piwie po takim ładunku emocjonalnym. Nigdy nie zapomnę tego seansu. Parę miesięcy wcześniej….

Ciąg dalszy, czyli pełną wersję felietonu o chwilach bycia fanem Star Wars, można sobie przeczytać w 3. numerze magazynu „Brody z Kosmosu”. Polecam!

Dlaczego Joss Whedon jest geniuszem

Trwa San Diego Comic Con, największy konwent na świecie. Wczoraj, 13 lipca 2012, odbył się panel na 10-lecie serialu „Firefly”, najlepszego serialu telewizyjnego w historii telewizji. Kiedyś pewnie coś o nim coś napiszę, a tymczasem przedstawiam niesamowity panel:

Od 45 minuty każdemu człowiekowi z sercem zaczynają lecieć łzy.

A potem pojawia się mądrość od autora:

(Po dogłębnie szczerym wzruszeniu się ponad 1000 osób.) “Only an idiot would try to follow that with a sentence. … When you come out of a great movie you feel like you’re in that world. (…) When you’re telling a story, you’re trying to connect to people in a particular way. It’s not just only about what you wanna say. It’s about inviting them into a world. The way in wich you guys have inhabited this world, this universe, hava made you part of it. Part of the story. You are living in Firefly. When I see you guys, I don’t think the show is off the air. I don’t think there’s a show. I think that’s what the world is like. I think there’s spaceships and horses. The story is alive.”

Czyli po polsku mniej więcej:

„Kiedy opowiadasz historię, starasz się połączyć z ludźmi w szczególny sposób. Nie chodzi o to co chcesz powiedzieć. To zaproszenie kogoś innego do tworzonego świata. W sposób, w jaki wy wszyscy zajęliście ten świat, to uniwersum, staliście się jego częścią. Częścią opowieści. Żyjecie w świecie Firefly. Kiedy was widzę nie myślę o serialu, który zdjęli z anteny. Nie myślę w ogóle o serialu. Myślę, że to jest ten świat. Myślę, że są statki kosmiczne i konie. Opowieść jest żywa.”

I to jest piękne, bo Joss Whedon, twórca kilku wybitnych i kultowych seriali, reżyser trzeciego najpopularniejszego filmu w historii ludzkości, rozumie bardzo ważną rzecz. Że każdy artysta, każdy twórca, każdy opowiadacz, a w pewnej filozoficznej mierze w ogóle każdy człowiek, działa próbując trafić swoim przekazem do innych ludzi. A on nie tylko zrozumiał, ale jeszcze potrafił to powiedzieć w tak ładny, a zarazem emocjonalny sposób, co dowodzi, że Joss Whedon jest geniuszem. To, no i jest cholernie dowcipny.

.pl przez wieki

Dziś mija 7 lat od założenia Bastionu Polskich Fanów Star Wars, wortalu internetowego, który jest moim aktualnym wirtualnym domem, miejscem gdzie bywam codziennie i rozmawiam o wszystkim. Dom ten mi jest bardzo drogi, zwłaszcza odkąd zacząłem tam „zamiatać” jesienią 2006 ;). Ktoś w tegorocznych życzeniach dla strony napisał „100 lat”. No i…Kiedy życzysz tego człowiekowi na jego urodziny, to każdy się cieszy. 100 lat to dobre życzenia, bo to oznacza zdrowie, pociechę z rodziny i uroczą emeryturę spędzoną na Bahamach, ale też przecież nikt nie traktuje tej setki dosłownie. Nikt nie dolicza nam do 100, a potem „proszę już kończyć, bo limit się panu wyczerpał”. Z resztą taki wiek to wciąż sporo, setka lat to takie słowo-klucz, to prostu symbol zdrowego życia. Ale kiedy życzysz 100 lat stronie internetowej to…takie życzenie może się naprawdę spełnić. Przecież serwery można zmieniać płynnie, a strona może trwać w nieskończoność. Oczywiście o ile wcześniej nie wykończą nas hordy dzikich niedźwiedzi. Oczywiście z jednej strony to nic wielkiego, media potrafią się starzeć (choć niekoniecznie z godnością), gazety mają te swoje dobre 200 lat, a taki „the Times” może świętować słuszne już 223 lata. Dlatego nie ciekawi mnie za specjalnie co będzie się działo gdy nasze wnuki będą świętować 100-lecie Wirtualnej Polski, bo to szokujące nie jest. Ale ile lat może przetrwać jakaś lokalna społeczność internetowa? Nie mówię, że ta nasza, nie mówię, że w takiej formie. Ale jest tak, że ludzie lubią przywiązywać się do jakiegoś miejsca w internecie, spędzają tam długie godziny pisując o milionie nieistotnych rzeczy…i wcale nie wszyscy są nolife’ami ;>. Oczywiście trudno jest być prorokiem, szczególnie we własnym kraju, ale o ile nie unieważnią obecnego internetu, a dotąd nie słyszałem o żadnych konkretniejszych pomysłach na jakiś zupełnie nowy internet 3, to przecież nic się nie musi zmieniać. Pewnie obecna sieć ewoluuje, zmienia się, wciąż rośnie też ilość i różnorodność użytkowników, ale ludzie i ich przyzwyczajenia pozostają. Trzeba mieć gdzie pogadać o książkach, filmach i pierdołach.

No to jak. Widzimy się za 40 lat na naszej-klasie? Ocenimy film za 70 lat na Filmwebie? Pogadamy za 100 lat na Bastione? 😉

Konwent – tajemne miejsce

Zawsze zastanawia mnie ludzkie zdziwienie, kiedy mówię o konwencie. Z resztą w ogóle nasze społeczeństwo wciąż nie rozumie fantastyki, ale konwent jest już szczytem niezrozumienia. „Że niby ludzie z własnej woli zamykają się w szkole, albo innym ośrodku, siedzą po salach…i co robią?” Prócz okazyjnego żłopania piwa?

Konwent. Dziwne to miejsce. Pamiętam – jedynie conieco – swoje pierwsze wrażenie, kiedy pojechałem na Pyrkon…zdaje się, że 2004. Wtedy też nie miałem pojęcia, co oni tam robią tyle czasu, czym jest fanowska prelekcja i dlaczego niektórzy spędzają bez przerwy 52 godziny na graniu w bitewniaki. Tej ostatniej zagadki nie udało im się rozwiązać do dziś. A co do reszty. Ludzie dają się zamknąć na cały weekend w szkołach, ponieważ fascynujące jest słuchać opowieści o definicjach literatury, goblinach, torturach, amerykańskich bohaterach, Piśmie Świętym i systemach politycznych odległej galaktyki…a wszystko to zaledwie w kilka godzin. A do tego różne konkursy społecznościowe: od prostych kalamburów po wymagające wyspecjalizowanych przebrań LARPy. Przyznam, że sam bym tego nie wymyślił, ale poddawać się zabawie, widząc, że mam się z kim bawić, jest bardzo miło.
Co więcej, okazuje się, że opowiadać innym ludziom o rzeczach, tak fajnych jak nanotechnologia, albo inne Gwiezdne Wojny, jest równie przyjemne co słuchanie. A już mistrzostwem jest prowadzenie prelekcji bez przygotowania. Oczywiście po pewnym czasie dochodzi też aspekt mnóstwa znajomych, których widzi się tylko raz na konwent, ale to może raczej kwestia drugorzędna. Podstawą jest to, że w jednym miejscu mogę jednocześnie spotkać autorów, których książki dopiero co czytałem, wysłuchać prelekcji o podstawach zaawansowanej astrologii, wziąć udział w festiwalu pieśni krasnoludzkiej, albo olbrzymiej bitwie na torty, i wielu innym przyjemnym czynnościom, innymi słowy oddać się pasji. Pasja to w Polsce rzecz wciąż mało popularna, ale z roku na rok, ze spotkania na spotkanie, mam wrażenie, że jest coraz więcej osób gotowych się jej poddać. Nie tylko klasycznych geeków.
Klasyczny geek to uczeń-kujon, brzydal z pryszczami, w obowiązkowych okularach. Tymczasem tak naprawdę geekiem bywają i studenci, i starszacy, którzy potrafią czytać ksiązki z fantazją w tle, i również dziewczyny płci odmiennej, nie tylko chłopcy. Pozostaje pytanie czy fantaści zostaną kastą odmieńców. Ja lubię myśleć, że geeków w kraju będzie coraz więcej, rozochoceni internetem zaczną pojawiać się na spotkaniach na żywo, będą kupować fantastykę tą polską i tą obcą, będą czytać komiksy, będą grać w żywe RPGi, będą się dobrze bawić.

A lud? A lud zacznie rozumieć.

Star Wars to nie hobby, to styl życia

Ludzie miewają hobby. Coś co odrywa ich od ponurej rzeczywistości i pozwala nieco odpocząć. Według wikipedycznej definicji (pasja, pot. konik, czyli praca wykonywana w czasie wolnym od obowiązków dla relaksu) najczęściej jest to kolekcjonerstwo, amatorskie uprawianie sportu, zajęcia rekreacyjne takie jak łowienie ryb czy zbieranie grzybów, albo robótki ręczne. Ludzie miewają hobby.
A ja mam…star_wars1
To było jakieś sześć lat temu. Poznawałem internet, odkrywałem, że są ludzie zajęci jednym konkretnym tematem. No i odkryłem, że są takie filmy, które są dopiero zaczątkiem czegoś większego. Kroplą w morzu. Są zaledwie kawałeczkiem całego świata pełnego przygód, niezwykłych postaci a także różnych mikroświatów. Nie ukrywam, że to strony internetowe wkręciły mnie w SW. Głównie ICO i Bastion (a przedtem jeszcze kilka już zamkniętych). I teraz…kocham Gwiezdne Wojny. Ot tak.

Dobrze znam filmy. Oglądałem je wiele razy, i nadal oglądam od czasu do czasu. Choć po kawałku. Znam książki, choć do niewielu wracam drugi raz, to jak najwięcej z nich staram się przeczytać. Znam komiksy, które czasem nawet bardziej starwarsowe są od książek. Grywam w gry komputerowe, kręcą mnie figurki. Z resztą teraz już jestem fanatykiem – cieszy mnie wszystko to, co ma takie logo, jak powyżej. Zbieram dziwne gadżety. Moim najdziwniejszym i cennym nabytkiem jest…jest piżamka dziecięca – z Lukiem Skywalkerem i X-wingami.

Dlaczego piszę o tym dziś? Ponieważ dokładnie trzydzieści lat temu, 25 maja 1977 roku była premiera pierwszych „Gwiezdnych Wojen”. 30 lat temu świat się zmienił. Po pierwsze zmieniła się kinematografia, bo to i efekty specjalne i sposób kręcenia filmów, ale też i sposób opowiadania historii, oraz kierunek kina – przygodowe, rozrywkowe, dla wszystkich. Wreszcie zmienił się świat, bo niezliczone ilości osób dostały nowe, niepowtarzalne hobby. Wszystkim tym, którzy czują, że dziś jest prawdziwe święto życzę wszystkiego najlepszego :D. A reszcie polecam SW obejrzeć. Jak ktoś nie widział to musi, a jak widział, to nie zaszkodzi, żeby spróbował raz jeszcze.

Chętnie zarzucę kilkoma linkami, w tym wyjątkowo do swoich własnych prac i współprac: po pierwsze filmsideowe siedem dni SW, gdzie przeczytać można dwa moje teksty wprowadzające w SW – o powstaniu filmui o fenomenalnych fanach. Po drugie polecam bastionowy Tydzień „Nowej nadziei”, w którym garść ciekawych ciekawostek o powstawaniu epizodu 4. Wreszcie na koniec polecam relację z konwentu, który aktualnie odbywa się USA Celebration 4. A i jeszcze dzisiaj telewizja mówiła o mnie i ludziach mi podobnych: TVP1 i TVN.

Drodgi czytelniku. Niech Moc będzie z Tobą.