Wpis na temat kontrowersyjnego spektaklu, którego nikt nie widział

Bardzo mało czasu poświęcam na interesowanie się sztuką nowoczesną i awangardą. Przecież jestem zjadaczem popkultury. Ale ktoś zaczął głośno krzyczeć, że nie wolno. Więc się zainteresowałem. Innymi słowy, gdyby nie głośne protesty skrajnych środowisk katolickich, gdyby nie biskup Stanisław Gądecki, nie obejrzałbym przedstawienia „Golgota Picnic”. Ale szczęśliwie załapałem się na pokaz specjalny nagrania, w Teatrze Nowym, wydarzenia cichego, przebiegejącego w miłej, spokojnej atmosferze.

„Golgota Picnic” to spektakl awangardowy, ale nie aż tak awangardowy, jak się obawiałem. Tak naprawdę w treści i zrozumieniu tego, co pokazują na scenie, jest dość prosty. Jest też świetnym wsparciem do własnych analiz i przemyśleń. Pomaga zastanowić się nad ludzką egzystencją, w różnych jej aspektach. Jeśli ktoś się chce zapoznać ze spektaklem, ważna informacja jest taka, że nagranie należy oglądać koniecznie z tłumaczonym tekstem, bo w słowie spektakl jest bardzo ważny. W tekście jest też Garcia najlepszy, a jeden z początkowych monologów (ten o muzyce z mp3), wydał mi się wręcz perfekcyjny. „Golgota Picnic” to spektakl wulgarny, pełen ostrych aktów wizualnych. Jest tak dlatego, że pokazuje ludzi (albo nieludzi) na skraju, po końcu świata. Bo jest to sztuka o postapokalipsie. O tym jak patrzeć na to, co mamy teraz, z końcowej perspektywy, gdzie nie ma miejsca już na nic innego poza idiotycznym piknikiem. Jest też w cholerę dużo metafor. Tekst mówi trochę o Jezusie i o sztuce, ale w żadnym miejscu nie obraża obu z tych dziedzin. „Golgota Picnic” to spektakl trudny, bo wulgarność męczy, jest też długi, szczególnie na zakończenie: na koniec pianista gra cały koncert Josepha Haydna „Siedem ostatnich słów Zbawiciela na Krzyżu”. I tu cudowna była reakcja publiczności, którzy przy każdym przejściu do kolejnej z dziewięciu części utworu, mieli nadzieję, że to już koniec. Jak posiatkowanym konsumpcyjnym społeczeństwem się staliśmy, że nawet kilkudziesięciu minut nie możemy wysiedzieć. W każdym razie, jeśli ktoś będzie miał okazję i ochotę zapoznać się z tym spektaklem, naprawdę warto. Natomiast jeżeli kogoś awangarda nie interesuje, nie ma się czym przejmować.

Jeszcze dwa słowa o protestach. Ktoś, a dla mnie był to biskup Gądecki, być może nie ze złośliwości, a z niedoinformowania, okłamał setki tysięcy ludzi. To kłamstwo trafiło na podatny grunt i wywiodło ludzi na ulicę. A naprawdę nie było o co. Potem pojawiły się jeszcze inne aspekty, na przykład, że jest to pseudosztuka, pseudoteatr, przez co należy tego zakazać. Tu nie rozumiem logiki za tym idącej. To głupie, że jeśli sto osób, które są mało zainteresowane współczesnym teatrem, uznają, że jedno przedstawienie sztuką nie jest, więc nie wolno tego pokazać w teatrze. Pisuar już nie jest tylko jeden z przedmiotów w toalecie. Nie od lat 20. XX wieku. Teraz pisuar też bywa rzeźbą. Bo teraz sztuka robi wiele dziwnych rzeczy i świat sztuki jakoś potrafi doceniać co jest wartościowe, a co nie. I jeśli ktoś się na sztuce nie zna, to oczywiście nie musi się tym zachwycać, ale też nie powinien się oburzać. Bo nie ma o co. I jest rzeczą…po prostu złą, jeśli się komuś działania w sztuce zabrania.

Widz wie lepiej

sztuka201022
Uwielbiam kiedy publiczność ma okazję dojść do głosu, o ile robi coś więcej niż tylko rytmicznie klaszcze. Szczególnie, kiedy będzie potrafiła trafnie zauważyć, że to właśnie „moja prawda jest najmojsza”. Co więcej zdjęcie pochodzi z wystawy „Wodne skojarzenia” organizowanego przez lokalne wodociągi, więc ten publiczny komentarz jest tym bardziej na miejscu. Ciekawe co na taką uwagę prostego widza będzie chciała odpowiedzieć autorka?

Po co jest sztuka

Dałem się namówić, w końcu raz się żyje (a kolejne misje od życia tak naprawdę nie mają znaczenia, w ostatecznym rachunku). No i mam tak nieprzyzwoicie blisko. Wybrałem się na tegoroczne ARTenalia, czyli okoliczny festiwal kultury studenckiej organizowany w ramach juwenaliów.

Nie da się uchylić przed miejscem, gdzie odbywają się te sztuczne (od sztuki) bachanalia. Zrujnowana stara rzeźnia to miejsce, które rzuca się na człowieka, a on biedny błądzi po tej ruinie i odkrywa kolejne zniszczone pomieszczenia, albo zdewastowane ubikacje, w których „coś straszy” (jak ostrzegają plakatowe ogłoszenia), oraz poukrywane gdzie niegdzie Twory. Sztuki tam sporo, w każdym rodzaju medium i tematu, są też spektakle, warsztaty, nawet nauka machania ogniem. Każdy może znaleźć coś dla siebie, i to jest wspaniałe. Ta różnorodność ucieszyła mnie najbardziej, a jeszcze mocniej uradowała mnie tak duża ilość wizytatorów, oglądaczy i podglądaczy, głównie ludzi młodych i chętnych do okrywania świata, to naprawdę piękny widok.

A co do samej sztuki. Niestety ja mam ze sztuką spory problem, w ogóle się nie dogadujemy. Rozumiem, że jest. Rozumiem co się z nią stało. Potrafię też pojąć, że są ludzie, którym daje ona tak dużo. Niestety. Po pierwsze wszystko już było i wszystko już można mówić, pojawia się więc na świecie dużo hochsztaplerów, a z drugiej strony wielu bogatych ludzi płacących bardzo wiele pieniędzy za zwykłe gówno. Tak, dosłownie.
Ale ten problem ze sztuką jest dla mnie drugorzędny, dużo gorzej, że mnie w zasadzie żadna sztuka nie rusza. Nie inspiruje tak jak muzyka, nie przyciąga jak serial, nie przekonuje jak film, nie wyjaśnia jak książka, nie bawi jak komiks. Nie porusza mnie, nie tłumaczy, nie interesuje. Z drugiej strony przez to, gdy w rzadkiej chwili próbuję odkrywać sztukę, zwracam wśród niej uwagę na te dzieła, które atakują dowcipem, humorem, tym co najchętniej badam – rozśmieszaniem. Dlatego tym razem szczególną uwagę zwróciłem na dwie prace, a więc ogródek „Happy Meat”, oraz ostatnią wieczerzę złożoną z samych rąk:
rece22
happy22
Kończąc jednak ten wpis muszę być szczery. To nie jest dla mnie.

Nie pytam nawet co to jest sztuka. Ale nadal nie wiem: po co jest sztuka.

Każdy może być artystą #2

Zadanie: wykonać zdjęcie lub rysunek ukazujący powiązanie jakiegoś dzieła sztuki z miejscem, w którym się ono znajduje. Słownie skomentować ten obraz/zdjęcie, opisać dzieło i jak się ono ma do otoczenia.

Ja: Z góry chciałem przeprosić wszystkich miłośników sztuki.

batbrand_bg

Ja podobnie jak wiele innych moich koleżanek i kolegów podszedłem do tego zadania nieco inaczej. I tak dodałem do obrazu Rembrandta „Straż Nocna” postać Batmana. „Straż nocna”, czyli tak naprawdę „Kompania Fransa Banninga Cocqa i Willema van Ruytenburcha” przedstawia amsterdamską kompanię gwardii cywilnej, ale rzecz dzieje się w dzień, a nie w nocy, obraz swoją nazwę zawdzięcza źle nałożonemu werniksowi, który w XIX wieku bardzo ściemniał przez co sprawiał wrażenie jakby przedstawienie nocnego miasta. Jednak ta zwyczajowa nazwa przylgnęła do obrazu na tyle, że teraz jest jego nierozerwalną częścią, a w tym wypadku pasuje mi idealnie. Bo oto w mojej wersji obrazu Sir Frans Banning Cocq prowadzi swojego przyjaciela Willema van Ruytenburcha po dachu, aby przedstawić mu nowego członka amsterdamskiej kompanii arkebuzerów: Batmana. Rysunek autorstwa Alexa Rossa, którego charakterystyczną cechą jest realistyczny styl przedstawiania postaci komiksowych, zdaje się dobrze współgrać z wizją Rembrandta: cała kompania stoi na dachu i tylko Batmana stojącego na gzymsie oświetlają uliczne światła Amsterdamu.
Tym samym prostym sposobem przeniosłem cały obraz w inne miejsce, z amsterdamskich ulic na dach budynku, zamieniłem miejsce w sztuce. Ale jest też druga kwestia miejsca w przedstawionym przeze mnie montażu: Batman, a za nim cała twórczość komiksowa, choć robiona pod konkretne zamówienie i w swej idei rzemieślnicza, służąca przede wszystkim przedstawieniu jakiejś historii, mimo to może być traktowana jak sztuka, może być sztuką, lub – jeśli nie – kiedyś będzie traktowana jak sztuka i kto wie, być może za 100 lat z równą pasją będzie się mówić o Rembrandcie jak i Alexie Rossie.

Pani psor: Dziękuję, pięć.

PS. Że co? Że naciągane i bzdurne? Że nie na temat? Oh, pleeaase. To jest 21 wiek, tu można wszystko. Wcisnąć.

PS2. A teraz? Teraz już jest fotoblog? Czy za dużo tekstu?

Każdy może być artystą

Zakreślony kilkoma liniami prosty rysunek przedstawia obcą kosmiczną postać. To postać nie z tego świata, choć jednocześnie jest przecież na tym świecie, skoro „wisi” tak na koszulce. Hasło pod rysunkiem – „I’m not weird” podkreśla kilka ważnych kwestii dotyczących współczesnego społeczeństwa. Po pierwsze obcy próbuje przekazać, że nie jest obcy, że we współczesnej kulturze, będącej tyglem wielu różnych ras i narodowości, nie ma w ogóle kogoś takiego jak obcy. Jest jednak drugie znaczenie słowa "wierd", rozumianego jako dziwak, odmieniec. Obcy nie jest osobą z którą nie da się rozmawiać, każda rozumna istota ma w sobie coś co pozwala na kontakt, umożliwia dialog. Obcy to też swój. Też można go zrozumieć.” title=” Zakreślony kilkoma liniami prosty rysunek przedstawia obcą kosmiczną postać. To postać nie z tego świata, choć jednocześnie jest przecież na tym świecie, skoro „wisi” tak na koszulce. Hasło pod rysunkiem – „I’m not weird” podkreśla kilka ważnych kwestii dotyczących współczesnego społeczeństwa. Po pierwsze obcy próbuje przekazać, że nie jest obcy, że we współczesnej kulturze, będącej tyglem wielu różnych ras i narodowości, nie ma w ogóle kogoś takiego jak obcy. Jest jednak drugie znaczenie słowa "wierd", rozumianego jako dziwak, odmieniec. Obcy nie jest osobą z którą nie da się rozmawiać, każda rozumna istota ma w sobie coś co pozwala na kontakt, umożliwia dialog. Obcy to też swój. Też można go zrozumieć.

Zakreślony kilkoma liniami prosty rysunek przedstawia obcą kosmiczną postać. To postać nie z tego świata, choć jednocześnie jest przecież na tym świecie, skoro „wisi” tak na koszulce. Hasło pod rysunkiem - „I’m not weird” podkreśla kilka ważnych kwestii dotyczących współczesnego społeczeństwa. Po pierwsze obcy próbuje przekazać, że nie jest obcy, że we współczesnej kulturze, będącej tyglem wielu różnych ras i narodowości, nie ma w ogóle kogoś takiego jak obcy. Jest jednak drugie znaczenie słowa "wierd", rozumianego jako dziwak, odmieniec. Obcy nie jest osobą z którą nie da się rozmawiać, każda rozumna istota ma w sobie coś co pozwala na kontakt, umożliwia dialog. Obcy to też swój. Też można go zrozumieć." title=" Zakreślony kilkoma liniami prosty rysunek przedstawia obcą kosmiczną postać. To postać nie z tego świata, choć jednocześnie jest przecież na tym świecie, skoro „wisi” tak na koszulce. Hasło pod rysunkiem - „I’m not weird” podkreśla kilka ważnych kwestii dotyczących współczesnego społeczeństwa. Po pierwsze obcy próbuje przekazać, że nie jest obcy, że we współczesnej kulturze, będącej tyglem wielu różnych ras i narodowości, nie ma w ogóle kogoś takiego jak obcy. Jest jednak drugie znaczenie słowa "wierd", rozumianego jako dziwak, odmieniec. Obcy nie jest osobą z którą nie da się rozmawiać, każda rozumna istota ma w sobie coś co pozwala na kontakt, umożliwia dialog. Obcy to też swój. Też można go zrozumieć.

Ja też mogę! W dodatku to praca artystyczno-naukowa na przedmiot podstawy komunikacji wizualnej.

PS. Czy to już fotoblog?